Jeszcze w korporacji, kiedy mój szef budował swój nowy zespół, zaczął od spotkania, na którym między innymi, każdy z nas miał powiedzieć coś o sobie. Zaprezentować swoją historię, karierę, zainteresowania, takie tam. Uderzające, jaką wagę, w większości z tych historii, przykładaliśmy do naszej roli w tym co osiągnęliśmy. Jeden przezwyciężył ciężką chorobę, inny wyszedł z biedy, itp. Nie były to naturalnie ostentacyjne przechwałki, raczej subtelnie wplecione w nasze historie komunikaty o naszej pracowitości i skuteczności.
Kapitalistyczny indywidualizm
Każdy słyszał inspirujące historie ludzi, którzy ciężką pracą, determinacją przezwyciężali każde trudności i osiągali fantastyczne cele. Mamy wręcz do czynienia z kultem jednostki, która ciężką pracą osiągnie wszystko. Mówi się też czasami, 50% talentu, 50% ciężkiej pracy. Internet kipi od różnych motywacyjnych opowieści o sukcesie, który osiągnęli ludzie dzięki swojej pracy i swojej determinacji właśnie. Jest to prawda wpajana w nas od najmłodszych lat. W domu, przedszkolu, szkole. Nasza kultura i ekonomia opiera się na takim przesłaniu.
Nasze życie jest do tego stopnia przesiąknięte kultem ciężko pracującej jednostki, że w zasadzie trudno się dziwić, że człowiek, który osiąga sukces zaczyna wierzyć w swoją moc. Nawet na każdego śmiertelnie chorego, czy na każdego, choćby wielokrotnego, bankruta – internet podsunie pięciu, którzy dzięki własnej determinacji przezwyciężali najcięższe choroby i kryzysy. Są też ludzie urodzeni w biednych krajach, którzy jako dzieci głodowali, przeżywali wojny, a teraz pławią się w dobrobycie. I wszystko dzięki ich ciężkiej pracy?
Taka mikro postawa przyczynia się nieuchronnie do kształtowania otaczającego nas świata w większej skali. Pełnego ambicji, konkurencji, nierówności, przemocy i wojen. I, jak pisał Myśliwski nie zrodzi się w nas podejrzenie, że to nasze winy.
Podejście takie i przekonanie o naszej sprawczości nie sprzyja refleksji nad docenieniem prostych cudów naszego codziennego życia.
Głębsze zastanowienie wymaga radykalnej rewizji poglądu, że w mozole wykuwamy swój sukces i zależymy tylko od siebie.
Efekt motyla
Wnikliwy i szczery z samym sobą obserwator nie będzie miał wątpliwości, że jest tu gdzie jest i ma to co ma, dzięki zdarzeniom, na które w ogóle nie miał wpływu. Nie chodzi wcale o jakieś wielkie, ważne wydarzenia, ale o miliony drobnych i pozornie błahych, które kształtują Twoją rzeczywistość. Każde zdarzenie ma jakąś konsekwencję, i nie ma zdarzenia bez przyczyny. Cały wszechświat, w tym życie, to sieć nieustannie zachodzących i przeplatających się ze sobą przyczyn i skutków. Najmniejsze zdarzenie może zmienić trajektorię naszego życia o 180 stopni.
Choroba, kalectwo, bieda, strata mogą się pojawić w Twoim życiu w każdej chwili, bez ostrzeżenia. Jakiś czas temu rozmawiałem z koleżanką, która, po walce z chorobą, straciła córkę. Tłumaczyła – My myślimy, że to nas nie dotyczy, a to dotyczy każdego z nas. Czy faktycznie tak nie jest, że myśl o ciężkiej chorobie pozostawiamy za jakimś mentalnym parawanem?
Dalej myślisz, że każde drobne zdarzenie jesteś w stanie przekuć na ostateczny sukces? Pomyśl tylko, teraz czytasz ten wpis, a jutro może już Cię nie być. Miliony ludzi planowało jutro i go nie doczekali.
Codzienny cud
Coś co bierzemy za pewnik, czyli np. nasz ostatni posiłek, jest cudem wynikającym z niezliczonych czynników. Ile zdarzeń musiało zajść, żeby znalazł się na naszym stole? Nawet jeżeli był to tylko chleb z miodem…
Ktoś zasiał zboże. Ten ktoś ma swoją historię. W dzisiejszych czasach ten ktoś korzystał pewnie z maszyn, a te musiał ktoś wymyślić, zaprojektować, a potem wyprodukować. Zboże ktoś musiał zebrać, zawieźć do młyna, przemielić na mąkę. Ten ktoś miał również swoją historię. Piekarz kupił tę mąkę i inne składniki, które też nie powstały znikąd i wypiekł chleb. Ktoś go przywiózł do sklepu. Samochód sam nie powstał, a paliwo do niego zostało gdzieś wydobyte, przygotowane w rafinerii i przewiezione na stację benzynową, innym samochodem. Miód wyprodukowały tysiące pszczół, odwiedzając miliony kwiatów. Te kwiaty, podobnie jak zboże, potrzebowały deszczu, ziemi, słońca. Pszczelarz doglądał pszczół, a potem zebrał miód i w jakiś sposób trafił on na Twój stół, który, o dziwo, też nie wziął się znikąd.
Twoje JA
Weźmy teraz stan Twojego umysłu. Twoje doświadczenia, pamięć, motywację, wiedzę. Wszystko co jest zakodowane w Twoim umyśle pochodzi z niezliczonych, wcześniejszych interakcji ze światem, z innymi ludźmi, istotami i zjawiskami. Na to kim jesteś dzisiaj wpływ wywarli Twoi rodzice, bliscy, nauczyciele, koledzy, koleżanki, ale także zupełnie obcy ludzie. Czasami jeden gest, życzliwy lub nie, lub jedno przeczytane zdanie zmieniało trajektorię Twojego życia. W jaki sposób? Analogicznie to historii z Twoim obecnym posiłkiem. Czy potrafisz prześledzić jak dokładnie kształtowało się Twoje JA? Jest to raczej niewykonalne, ale ciężko zaprzeczyć, że jest tak w istocie.
Współistniejemy i współzależymy
Stwierdzenie, że jestem tutaj, tym kim jestem i robię to co robię, cokolwiek by to nie było, tylko dzięki swojej pracy i talentowi to ignorancja do kwadratu. Faktycznie jesteś tutaj, robisz to co robisz, masz to co masz dzięki niezliczonej liczbie zdarzeń, na które nie miałeś żadnego wpływu. Twoje działania, owszem wpływają na ostateczny wynik, ale w jakim zakresie?
Miliardy ludzi brały wiele rzeczy za pewnik i bardzo się myliły. Nie słyszymy ich historii, bo nie wpisują się w narrację naszego zwariowanego świata.
Pewien człowiek chciał przekonać filozofa o istnieniu Boga. Pokazał mu figurki dziękczynne wszystkich tych, którzy rozbili się na morzu, modlili się i zdołali się uratować. – A gdzie są figurki tych, którzy się rozbili, modlili i nie przeżyli? Spytał filozof.
Spojrzenie na to co jest przez pryzmat opisany wyżej – Twój posiłek, Twoje ja, zmienia optykę. Tak naprawdę współzależymy od wszystkiego i współistniejemy ze wszystkimi.
Żelazo w hemoglobinie, niezbędnej do transportu tlenu w naszej krwi pochodzi z gwiazd. Na Ziemi nie ma naturalnego procesu, który by je wytworzył. Żeby powstało najprostsze życie musiało zajść wiele zbiegów okoliczności. Odpowiednia wielkość planety (siła grawitacji), odpowiednia odległość od słońca (temperatura, woda). Początek życia to ciągle wielka niewiadoma. Najprostsza komórka to wyrafinowana fabryka, złożona z setek organelli, współpracujących perfekcyjnie. Zachwycamy się osiągnięciami techniki, nie dostrzegając faktu, że pojedyncza komórka naszego ciała to cud inżynierii. Ludzie myślą, że wymyślili silnik i pompę. Na youtube można znaleźć symulację molekularnej pompy, która w membranie komórki odpowiada za wymianę substancji pomiędzy komórką, a jej otoczeniem. Albo, symulację replikacji DNA w komórce. Fascynujące.
A do tego miliardy lat ewolucji i nagle jesteś Ty, i uważasz, że możesz własną pracą osiągnąć jakiś abstrakcyjny sukces…
Wiele powodów do szczęścia
Tradycja wschodu (a także wiele rdzennych kultur!) zaprasza do takiej refleksji. Cały wszechświat pracował i pracuje na chwilę obecną, również tą, której właśnie doświadczasz. Pomyśl, ile czynników złożyło się na to, że możesz właśnie czytać ten wpis. Co więcej, w każdej chwili swojego życia, niezależnie od tego gdzie jesteś i co robisz masz wiele powodów do szczęścia. Wszystko jest cudem. Rozumiem, że ciężko może przychodzić zrozumienie tego dla kogoś znajdującego się w naprawdę dramatycznej sytuacji. Jednak dla przeciętnej osoby czytającej ten wpis nie powinno stanowić większego problemu wyliczenie setki powodów do szczęścia tu i teraz. Jeżeli tylko jesteśmy w stanie je dostrzec…
Cały świat pracował na to szczęście.
Poza czasem, poza przestrzenią
Wyobraź sobie, że jesteś w stanie spojrzeć na świat poza czasem. Co widzisz? Jedną wielką sieć zależności, powiązań, kontynuacji. Nie ma rzeczy niezależnej, odizolowanej. Jest ciągłość i jedność.
Tak widzą świat osoby oświecone, Budda i inni, którzy po nim osiągnęli ten stan. Nie są to jakieś nadprzyrodzone bóstwa i słową widzą jest tu użyte w cudzysłowie. Chodzi o to, że w swojej interakcji ze światem, mają w każdej chwili głębokie przeświadczenie i świadomość takich ponadczasowych relacji.
Thich Nhat Hanh (Thai) określił to używając przenośni. Oświecenie jest wtedy, kiedy fala zrozumie, że jest wodą. Fala na oceanie rodzi się i umiera, jest pochodną wielu innych wcześniejszych fal. Ostatecznie jest jednak po prostu wodą w oceanie. Nigdy nie umiera, przekształca się tylko w inne fale, a jej energia jest przeniesiona dalej, nie ginie.
Thai organizował pomoc dla dzieci pokrzywdzonych przez wojnę w Wietnamie, jego rodzimym kraju. Opowiadał, że oglądał zdjęcia dzieci, którym pomagał. Mówił, że nie było jego i dziecka oddzielnie, nie było darczyńcy i obdarowanego. Patrzył głęboko w oczy dziecka i czuł się jednym z tym dzieckiem. Nie było współczucia. Nie pomagał komuś innemu, pomagał sobie. On był w tym dziecku, a to dziecko w nim.
Okazuje się, że jedność wykracza daleko poza jednostkę.
GABOR MATE, Mit Normalności
Albowiem każdy mój atom jest również waszym atomem.
WALT WHITMAN, Pieśń o sobie
W mądrości żyją ci, którzy widzą siebie we wszystkich i wszystko w nich.
hinduska Bhagawadgita
Podobnie z zależnością z naszymi przodkami czy bliskimi, którzy odeszli. Wg tej filozofii są z nami głęboko powiązani. Osoba oświecona widzi niejako te powiązania.
A jednak są oni w nas, ci dawno odeszli — jako brzemię naszego losu, w naszych skłonnościach, w szumie naszej krwi i w naszych gestach, przedzierając się do nas z głębin czasu.
RAINER MARIA RILKE, Listy do młodego poety
nadal toczy się w nas życie naszych bliskich umarłych.
WIESŁAW MYŚLIWSKI, ostatnie rozdanie
Codzienna praktyka
Każdy może we własnym zakresie kontemplować współzależność i współistnienie. Proste medytacje pomagają wdrożyć te idee w nasze życie. Przekłada się to bardzo bezpośrednio na nasz dobrostan, poczucie wdzięczności za to co mamy, czego doświadczamy, szacunek do innych i przyrody, poczucie prostego spokoju i szczęścia. I to bez porównywania się z innymi, do czego tak skłonny jest nasz umysł. Zajmie to tylko kilka minut. Podejdź do tego uważnie.
Kontemplacja przed posiłkiem
Moja ulubiona. Spójrz na swój posiłek. Pomyśl o wszystkich zależnościach, przyczynach tego, że jest na Twoim stole i że możesz go spożywać. Ile osób musiało na niego pracować. Skąd pochodzą produkty i półprodukty? Jak trafiły na Twój stół? A skąd w ogóle się wziął stół. A poza tym, możesz go jeść, masz zdrowie, ręce, oczy. Możesz smakować i czuć zapach przypraw. Na wszystkie te rzeczy i zależności patrzymy jak na coś oczywistego… dopóki pewnego dnia czegoś nam nie zabraknie. Nie czekajmy więc, i doceńmy to tu i teraz.
Kontemplacja po przebudzeniu
Przebudzenie to jak narodziny. Wyobraź sobie, że umierasz zasypiając i budzisz się, przywrócony do życia. Nie zrywaj się od razu. Daj sobie kilka minut uważności. Masz ręce, nogi, głowę, czujesz, słyszysz, widzisz. Poczuj swoje ciało. Doceń cud, którym jesteś. Pewnego dnia się nie obudzisz, albo zabraknie wzroku, słuchu, zdrowia… Ten dzień może być twoim ostatnim dniem. Jak chcesz go przeżyć?
Kontemplacja przed snem
Każdy oddech, każde uderzenie serca były cudem. Jakie posiłki jadłeś(aś)? Co udało Ci się zrobić dobrego? Komu sprawiłeś(aś) przyjemność? Na czyjej twarzy wywołałeś(aś) uśmiech? Komu poświęciłeś(aś) swój czas? Dałeś(aś) napiwek? Pochwaliłeś(aś) lub skomplementowałeś kogoś bezinteresownie? Jeżeli coś nie wyszło, też możesz być wdzięczny, za wnioski, naukę, czy choćby za przypomnienie, żeby doceniać proste rzeczy. Skup się na pozytywnych dobrych rzeczach.
Łąka lub drzewo
O tej praktyce usłyszałem ostatnio. Pochodzi od jakiejś rdzennej ludności. Siadasz na łące (łąka mi pasuje, ale może być coś innego), wydzielasz sobie wzrokowo przestrzeń metr na metr. Milimetr po milimetrze kontemplujesz to co widzisz. Każde źdźbło trawy, żywe lub uschłe, każde nasionko, łodyżkę, każdego robaczka. Moja wersja to kontemplacja drzewa. Obserwuję dojrzałe, wiekowe drzewo i zastanawiam się nad jego historią. Taka kontemplacja nad okazałym dębem w Wiśle była bezpośrednim bodźcem dla mnie do założenia tego bloga.
Karma
A jeżeli ktoś dotarł aż tutaj i uważa, że przytoczony wpis jest argumentem za tym, że nie mamy na nic wpływu… To się grubo myli 🙂 ale o tym innym razem.

Pingback: Łaskawe, czyli o granicach zrozumienia - Siła Spokoju
Pingback: Stres, dukha - Siła Spokoju