Z pasją pochłonąłem powieść Łaskawe Jonathan’a Littell’a. Na pierwszym planie powieści mamy do czynienia ze szczegółowym odtworzeniem systematycznej zbrodni hitlerowskiego reżimu na żydach. Z precyzją historyka autor prezentuje projekt zagłady i mechanizmy zbrodni. Nie dlatego jednak uważam tę powieść za wartą lektury.
Wiwisekcja zbrodni
Poznajemy kulisy zagłady zaplanowanej i konsekwentnie wcielanej w życie przez hitlerowskie Niemcy. Powala i przytłacza zimna krew z jaką dokonywany jest holokaust. Przyznam, że nigdy nie myślałem o tym od tej strony. Traktowany jest jak … projekt. Wyzwanie organizacyjne i logistyczne. Poznajemy szczegóły tego projektu, wyzwania przed nim stojące. To faktycznie jest tłem tej książki, choć nieuchronnie przebija się na pierwszy plan. Na lubimyczytac.pl czasami przeglądam komentarze czytelników. Znalazło się wielu takich, którzy patrzą na tę powieść przez pryzmat zaprezentowanych mechanizmów właśnie.
Nie to jest jednak esencją tej lektury.
Jak dobrze znasz siebie?
Dla mnie i chyba dla autora, podstawową kwestią jest zadanie sobie pytania – Co ja robiłbym w hitlerowskim reżimie? Główny bohater, którego portret psychologiczny poznajemy w powieści, oficer SS, odpowiada wprost już w prologu, stawia tezę, która nie opuściła mnie nawet przez chwilę tej lektury:
Ale przecież musicie umieć powiedzieć sobie, że na moim miejscu robilibyście to samo. Być może z mniejszą gorliwością, ale może też z mniejszą rozpaczą, niemniej, w ten czy inny sposób – robilibyście to samo. (…) Wybaczcie, ale marne macie szanse, żeby być wyjątkiem od tej zasady, nie większe niż ja. Jeżeli urodziliście się w kraju lub w epoce, w której nie tylko nikt nie zabija waszych żon i dzieci, lecz także nikt nie każe wam zabijać dzieci i żon innych ludzi, chwalcie Boga i idźcie w spokoju.
Łatwo jest oburzać się widząc zbrodnie. Dużo trudniej jest zadać sobie pytanie, co pchnęło zbrodniarza do zbrodni i gdzie byłbym ja, gdyby okoliczności przywiodły mnie na jego miejsce, gdyby na tej drodze wpojono mi wartości wpojone jemu.
Usprawiedliwienie?
W komentarzach do książki pojawiają się stwierdzenia, że takie postawienie sprawy jest próbą usprawiedliwienia zbrodniarzy. Mam duży opór przed takim podsumowaniem. Wydaje mi się, że takie twierdzenie zamyka wszelką dyskusję. Stawianie takich pytań uważam za ważne, gdyż pozwalają one dociec kim naprawdę jesteśmy. Wiedza o sobie przybliża nas do zrozumienia innych ludzi i świata. Konfrontacyjnie rzekłbym, że osoba, która mówi, że książka ta jest próbą usprawiedliwienia zbrodni boi się szczerze odpowiedzieć na zarzut wypowiedziany przez głównego bohatera. Jest to zbyt oczywiste i zbyt trudne do przełknięcia, na jego miejscu, popełniałbyś te same zbrodnie.
Realia w hitlerowskim reżimie
Jak oni mogli? Takie pytanie często nasuwa się nam kiedy oglądamy zbrodniarzy w akcji. Ja nigdy bym się czegoś takiego nie dopuścił. To standardowa reakcja. Czy jesteśmy w stanie zmierzyć się z faktami? Wydaje mi się, że osoba, która bez wahania stwierdzi, że w hitlerowskim reżimie byłaby w opozycji jest najzwyczajniej w świecie oderwana od rzeczywistości. Dla takich osób polecam inną fantastyczną lekturę – Każdy umiera w samotności, Hansa Fallada. Powieść opowiada historię małżeństwa, które w Berlinie, podczas II wojny światowej postanawia stanąć w opozycji reżimu. Czy jesteś pewien, że stać by Cię było na taką postawę? W hitlerowskim Berlinie, nawet obojętność wymagała heroizmu. Jak pisze bohater Łaskawych – Wybaczcie, ale marne macie szanse, żeby być wyjątkiem.
Granice zrozumienia
Gdzie są granice zrozumienia drugiego człowieka, gdzie jest granica zrozumienia zbrodniarza? Pisałem już o tym we wpisie Przebacz im, bo nie wiedzą co czynią. Zarówno Chrystus jak i Budda, mówią o zrozumieniu i miłości nawet zbrodniarzy i oprawców. Na nienawiść i przemoc odpowiadają miłością. Wiedzą, że tylko tak można zmienić świat na lepsze. Przede wszystkim jednak rozumieją, że zbrodniarz cierpi. Głębokie rozumienie natury człowieka, siebie, i innych wyzwala najgłębsze pokłady miłosierdzia i współczucia.
Nasz mózg
Cofnijmy się do 1966 r. Charles Whitman, żołnierz piechoty morskiej i absolwent studiów inżynieryjnych, niedawno skończył 25 lat. 1 sierpnia zabija w nocy podczas snu własną matkę, dźga pięciokrotnie w klatkę piersiową swoją młodszą o dwa lata żonę, a następnie wynajętą furgonetką jedzie na kampus University of Texas w Austin, gdzie z tarasu widokowego wieży zegarowej zabija kilkanaście osób i ciężko rani ponad 30.
(pełny artykuł pod Jakie są korzenie agresji.)
Okazuje się, że Whitman miał w mózgu guz, który uciskał na ośrodek strachu… W takich okolicznościach nasuwają się oczywiste pytania. Czy dalej można mówić, że jest on odpowiedzialny za masakrę. Rozumiemy go? Możemy go usprawiedliwić? Jesteśmy w stanie stwierdzić, że na jego miejscu z podobnym guzem mózgu zachowalibyśmy się inaczej?
W tym przypadku łatwiej przyznać czy dyskutować, że był to nieszczęśliwy zbieg okoliczności, choroba, wypadek.
Zastanówmy się jednak przez chwilę. Będzie to wymagało dużej otwartości. Poważne zmiany w mózgu nie muszą być podyktowane guzem. Nasze doświadczenia i okoliczności również zmieniają nasz mózg. Nie muszą być to zmiany patologiczne w sensie fizycznym (guz), ale traumatyczne doświadczenia nieuchronnie budują sieć połączeń neuronów, które mogą prowadzić do patologii.
W naszym materialistycznym świecie jakoś łatwiej usprawiedliwić nam zachowanie wywołane przez guz mózgu. Trudniej spojrzeć na te, które są wynikiem traumy, czy po prostu okoliczności. Co z osobami, które wychowywały się w patologicznych warunkach? Były molestowane, nadużywane, bite. Tak, to prawda część z takich osób wyszła na ludzi. Ale czy to tylko ich zasługa? Przecież, w drugą stronę patrząc, nie każdy z guzem mózgu zabija bliskich i strzela do ludzi.
Ludzie popełniający zbrodnie najczęściej doświadczyli ciężkich traum, znęcania, przemocy, molestowania. Jest wiele publikacji na ten temat.
Zaprogramowani
Nasze zrozumienie drugiego człowieka sięga tak daleko jak zrozumienie samego siebie. Kiedy zajrzymy w głąb naszego umysłu, np. poprzez uważność i medytację okaże się, że w każdej chwili naszego życia podlegamy warunkowaniu.
Technicznie używam czasami terminu programowania umysłu. Ostatecznie nasz mózg to maszyna, która na wejściu zbiera doświadczenia, a na wyjściu generuje jakieś zachowanie. Wpływ na schematy, moim zdaniem, znajduje się tylko w uważności. Wielu szanowanych uczonych kwestionuje nawet i ten obszar naszej wolnej woli. Np. neurobiolog Robert Sapolsky twierdzi wprost, że nie mamy wolnej woli.
Kiedyś w dyskusji na ten temat, zdenerwowana osoba wyrzuciła z siebie To co, ktoś zaprogramował Putina? Tłem rozmowy była agresja Rosji na Ukrainie i zbrodnie popełniane na cywilach.
Tak mniej więcej o to chodzi, że Putin został uwarunkowany, zaprogramowany przez całe swoje życie do tego co robi. Chodzi o to, że być może, gdyby ktoś wykradł Cię jako małego noworodka z wózeczka rodzicom i podrzucił do innego wózeczka w Leningradzie, to dziś świat dyskutowałby o Tobie jako o przywódcy międzynarodowego agresora. Twoje dzieciństwo i doświadczenia stworzyłyby agenta, potem polityka i wreszcie przywódcę światowego mocarstwa. I jakie są gwarancje, że byłbyś lepszy od Putina?
Zaryzykuję ogólne twierdzenie, że większość z nas, którzy dzisiaj robimy kariery w biznesie i korporacjach, w PRL’u robilibyśmy kariery w partii, a w hitlerowskich Niemczech, niestety w NSDAP lub SS. Podobnie jak nasz bohater, racjonalizuje uczestnictwo w zbrodniach, podobnie my dzisiaj robiąc kariery racjonalizujemy wyzysk i nierówność kapitalizmu.
Współczucie i przebaczenie
Podkreślę jeszcze raz, że jestem daleki od usprawiedliwiania wszelakiej przemocy. Uważam też, że ludzie powinni brać odpowiedzialność za swoje czyny. Niemniej jednak bezrefleksyjne potępianie kogokolwiek jest po prostu przejawem ignorancji. Mądrością jest rozumieć, dociekać, słuchać, współczuć i przebaczać.
Krzepiące jest, że są tacy ludzie. Nie często przebijają się do mediów i słyszymy ich głos.
W 1995 roku, w San Diego, w Kaliforni, 14 letni Tony zabija młodego Tariq’a. Zabójstwo jest częścią gangsterskiej inicjacji Tony’ego. Zdruzgotany ojciec Tariq’a, muzułmanin, urodzony w Kenii, przybyły do USA Azim Khamisa przebacza mordercy syna. Poświęca swoje życie na promowanie przebaczenia i zrozumienia. Zdarzenie z 1995 roku ma dwie ofiary – jego syna Tariq’a, który został zamordowany i 14-letniego Tony’ego, który na 25 lat trafia do więzienia. Tariq jest ofiarą Tony’ego, a Tony jest ofiarą społeczeństwa amerykańskiego. Azim mówi, że jest częścią tego społeczeństwa, a więc w jakimś sensie czyni go to współodpowiedzialnym za życie własnego syna.
Na jednym z TED Talks – Co przychodzi po tragedii? Przebaczenie – Azim i dziadek Tony’ego mają wspólne wystąpienie. Obaj medytują, nie sądzę by był to zbieg okoliczności, że stać ich na takie gesty i pojednanie.
W duchu tego bloga Azim kończy wystąpienie na TED słowami – Peace is possible. How do I know that? Because I am at peace. (Pokój jest możliwy. Skąd to wiem? Bo ja mam spokój ducha.)
Tytuł – Łaskawe – intrygował mnie przez całą lekturę. Wyjaśnienie dał mi autor w ostatnim zdaniu książki. Zachęcam do lektury.

Pingback: Na wybory! - Siła Spokoju