Rozwój osobisty inspirowany filozofią wschodu
 

Czyje są twoje myśli, czyli o gadającym umyśle

Przez długie początki moich doświadczeń z medytacją miałem duży problem z taką instrukcją, którą słyszałem od różnych nauczycieli medytacji. Obserwuj swoje myśli. Taka koncepcja nie miała dla mnie najmniejszego sensu. Istniały dla mnie tylko 2 stany. (1) Miałem myśli i byłem w nich całkowicie pogrążony, nie mogłem więc nic obserwować bo byłem niejako tymi myślami. (2) Miałem krótkie momenty, w których udawało mi się przenieść uwagę na coś innego, wtedy myśli nie było. Nie było czego obserwować.

Mięsień uważności

Zacznijmy od tego, że nawet w opisanej wyżej sytuacji medytacja ma ciągle sens.

Gadający umysł (z ang. monkey mind), który bez wytchnienia podsyła nam ciąg myśli to normalne. Każdy to ma. Nieustannie planujemy, martwimy się, odgrywamy scenki, zastanawiamy się co ktoś zrobił, lub co będzie jak zrobi. Co pomyślał i dlaczego tak dobrze, albo źle wyglądała, itd. Nawet myślimy ale pięknie, albo zimno, albo cholera jak boli. Każdy nawija w myślach. Nie należy się dziwić i nie należy z tym walczyć.

W medytacji, za każdym razem kiedy orientujemy się, że odpłynęliśmy w myślach, tzn. kiedy przychodzi moment uwagi, trenujemy swój mięsień uważności. Tak jak każde powtórzenie ćwiczenia z ciężarkiem na siłowni ćwiczy biceps. Każdy odlot w myśli i ściągnięcie uwagi z powrotem na obiekt medytacji ćwiczy twój umysł.

Wyćwiczona uważność będzie się coraz częściej pojawiać w twojej codzienności. A uważność to niezmącony spokój i opanowanie. Ale wróćmy do myśli.

Zobaczyć myśl

Moja wytrwałość w medytacji opłaciła się. Po długim treningu pojawiła się bardzo praktyczna umiejętność obserwowania myśli właśnie. Przyznam, że była to dla mnie rewolucja. Okazuje się, że ciąg myśli można obserwować. Przewijają się na ekranie Twojej świadomości. Pojawia się wgląd, że nie jesteś tymi myślami, nie identyfikujesz się z nimi w żaden sposób. One nie są Twoje… TY jesteś poza myślami, jesteś niejako pustką, świadomością, która, jeżeli tylko zamarzy (umiejętność wytrenowana w medytacji właśnie) może patrzeć na myśli z dystansu, jak na wyświetlany film.

Dlaczego to takie rewolucyjne? A no dlatego, że nasze myśli, z całym dobrodziejstwem przynoszą nam też wiele problemów. Przecież to one wpędzają ludzi w depresje (jestem beznadziejny, nic mi się nie udaje), to myśli podsycają nienawiść (jak oni tak mogli, nie można nas tak traktować, to bestie). To myśli ustawiają nasz dzień, bo kiedy wstajesz rano i widzisz za oknem chmury, to nie one wpływają najbardziej na twoje samopoczucie tylko wyrażona myśl, że ale chlapa, beznadziejnie. Myśli pchają nas do roboty, kiedy chcemy odpocząć. Myśli wzbudzają poczucie winy. To one też chwieją twoim poczuciem bezpieczeństwa, generując negatywne scenariusze najczęściej oderwane od rzeczywistości. Myśli to źródło niepokoju i stresu, w tym stresu przewlekłego, a od tego już krok do najpoważniejszych chorób naszych czasów.

Super moc

Kiedy więc wypracujesz w sobie umiejętność spojrzenia na myśli z dystansu, stajesz się posiadaczem prawdziwej super mocy. Możesz wybierać, które są przydatne, które ci służą. Świadomie odrzucasz lub kwestionujesz te nieprzydatne, lub takie, które nie służą twojemu dobrostanowi. Nie walczysz z nimi (bo to przemoc, której na tym blogu nie polecamy), nie dziwisz się, że są, nie wkurzasz się na nie. Pozwalasz im swobodnie przelatywać przez swój umysł niczym chmury przelatują po niebie.

Myśl ocenia i kategoryzuje. W tym sensie myślenie ogranicza. Poza myślą zyskujemy możliwość dostrzeżenia rzeczy, osób, cech, które normalnie giną przytłoczone myślami. W logo tego bloga możecie dostrzec motyla na kwiecie ostu. Sam zrobiłem to zdjęcie. Uwielbiam mój kwitnący oset. Kiedy pomyślisz oset, jakie masz skojarzenia? Chwast, kłujący, unikać. Tymczasem to przepiękna roślina, która kwitnie fantastycznie. Nie potrzebuję żadnych egzotycznych rośli, wystarczy mi mój chwast.

Skąd ta myśl?

Czy jesteś w stanie przewidzieć swoją następną myśl? Mamy bardzo ograniczoną kontrolę, o ile w ogóle ją mamy, nad myślami. Myśl jest całkowicie uwarunkowana naszą przeszłością, jest reakcją pamięci (fantastycznie pisze o tym Krishnamutri). Człowiek, który nie wie o słoniu, nigdy nie pomyśli o słoniu. Owszem potrafimy konstruować nowe idee, ale będą one zawsze pochodną tego co doświadczyliśmy. Zawsze. Dlatego zastanów się jak karmisz swoje myśli. Co oglądasz i jak długo, co czytasz, z kim rozmawiasz?

Garść nauki

Myśl to wzbudzenie grupy neuronów w naszym mózgu.

Świadomość

Tajemnicą pozostaje w jaki sposób nasza świadomość doświadcza tego wzbudzenia jako myśl (z ang. tzw. hard problem of conciousness). Podobnie potrafimy prześledzić jak do mózgu trafia obraz, ale pojęcia nie mamy jak to jest, że ten obraz widzimy w naszej świadomości. Rozmowy filozofów, neurobiologów, fizyków, a ostatnio także ludzi ze świata AI (sztucznej inteligencji) na temat świadomości są bardzo fascynujące, jednak pokazują jednoznacznie, że w zrozumieniu tego fenomenu jesteśmy głęboko w lesie.

Osobiście zainteresowała mnie teoria, promowana przez prof. Penrose’a (noblista z fizyki), który argumentuje, że do wyzwolenia świadomości w mózgu muszą zachodzić jakieś procesy kwantowe. Na poziomie klasycznej mechaniki nie widzi on podstaw do wytłumaczenia tego fenomenu. Z pasją pochłonąłem całą serię uniwersyteckich wykładów na ten temat. Biolog, który pracuje z Penrose’m przypisuje właściwości kwantowe mikrotubulom – specjalnym białkom znajdujących się w większości komórek. Nawiasem mówiąc to był pierwszy raz kiedy usłyszałem o mikrotubulach. Pamiętam ze szkoły budowę komórki i takowych tam nie było. Okazało się, że jednak są. Za ich rolą w wytwarzaniu świadomości przemawia między innymi fakt, że znieczulenie ogólne (narkoza) wydaje się działać właśnie na nie, choć dokładny mechanizm działania narkozy pozostaje tajemnicą.

Jak tu wierzyć myślom?

Mamy w mózgu zbiór neuronów, tzw. sieć domyślna (z ang. default mode network), która jest odpowiedzialna za generowanie naszego wewnętrznego dialogu.

Nasza sieć neuronowa podlega ciągłemu programowaniu, przyjmując bodźce z zewnątrz oraz ulegając sprzężeniu zwrotnemu (nasze myśli są generowane przez system, a następnie na niego wpływają). Zasada jest prosta im częściej neurony wzbudzają się razem, tym większe szanse, że się połączą (rymowanka z ang. fire together -> wire together).

Ale najciekawsze badania, w kontekście tego wpisu, pokazują, że nasze myśli konfabulują.

W słynnym eksperymencie Benjamina Libeta dowiedziono, że mózg inicjuje ruch ręki lewej lub prawej (w tym przypadku obserwowano wzrost aktywności elektrycznej w korze ruchowej, wykrywany za pomocą EEG) zanim uczestnik badania świadomie „podjął decyzję”, którą ręką poruszyć. Oznacza to tyle, że badacze wiedzieli jaką decyzję podjął badany, zanim on o tym wiedział. Podobne badania już przy użyciu fMRI powtórzył Soon i inni, opublikowane w Nature Neuroscience w 2008 r.

Ale to jeszcze nic. Najgorsze, albo najlepsze, że nasz umysł będzie logicznie argumentował, kompletnie nieświadomy, że po prostu konfabuluje. Badania przeprowadza się na pacjentach z rozdzielonymi półkulami mózgowymi (zabieg wykonywany czasami przy epilepsji). W sprytny sposób prosi się pacjenta o podniesienie ręki, tak, że wie o tym tylko jedna półkula. Badany unosi rękę. Pytamy, dlaczego podniósł rękę. Pacjent przy pomocy półkuli, która odpowiada za język (ale nie wie o wydanej wcześniej instrukcji) odpowiada – daje całkiem logiczne wytłumaczenie, ale naturalnie rozbieżne z prawdą. Podniósł rękę bo dostał instrukcję, ale mówi np. że mu zdrętwiała i musiał rozprostować. Ojcem tych badań jest Michael Gazzaniga, są jego książki wydane po polsku.

Jakże więc tu brać na poważnie nasze myśli…?

Medytacyjny bonus

Pamiętam, że kiedyś wysłuchałem wywiadu z Dalajlamą, w którym mówił on, że można dostrzec jak myśl się tworzy. Wtedy była to dla mnie kompletna abstrakcja. Po latach praktyki osobiście, w głębokiej medytacji, doświadczyłem sytuacji kiedy widziałem jak tworzy się myśl. Język nie jest zbyt precyzyjny, żeby wyrazić dokładnie czego doświadczyłem. Było to jakby tak, że myśl kołatała się i domagała wyzwolenia. Ciekawe, że wiedziałem dokładnie jaka to myśl, ale jej nie było. W pewnym momencie pojawiała się, wyzwolona jakoś przez moją wolę i mój stan. Brzmi to może jakoś mistycznie i nierealnie, ale cóż, nie potrenujesz nie doświadczysz.