Chyba każdy, nawet, ateista, czy nie chrześcijanin zna te słowa, które Chrystus wypowiada na krzyżu. „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią” (Łk 23, 34a). Prosi Boga o łaskę dla swoich oprawców. Podobnie jak nauka Chrystusa, buddyzm też mówi o bezinteresownej miłości do wszystkich ludzi. Zostałem wychowany w wierze katolickiej, chodziłem na msze, rekolekcje i katechezę. Jednak dopiero filozofia wschodu pozwoliła mi na prawdziwy wgląd w naturę miłości Chrystusa.
Nakaz czy wgląd?
Odbieram nauki kościoła katolickiego (nie Chrystusa!) jako nakaz. Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego. Nakaz ten jest obwarowany nagrodą za jego wypełnienie i karą za odejście od tej ścieżki. Niebo, albo piekło. Jako drogę do tego ideału Kościół wskazuje modlitwę, wypełnianie przykazań, sakramentów, etc. Dla przeciętnego zjadacza chleba, ideał miłości do wszystkich ludzi jest nieosiągalny i przede wszystkim niezrozumiały. To co zaoferował mi buddyzm to logiczne zrozumienie jak można ten ideał osiągnąć. Przy bliższej analizie i interpretacji okazuje się, że wiele nauk Chrystusa, jest zadziwiająco spójnych z tym co głosi filozofia wschodu.
Miłość to zrozumienie
Myślę, że każdy uczciwy człowiek może przywołać taką sytuację. Ktoś bardzo Wam bliski popełnia naprawdę zły, karygodny czyn. Potraficie jednak usprawiedliwić jego działanie. Rozumiecie co się stało, usprawiedliwiacie tę osobę, czy to sytuacją, czy wyrządzoną mu wcześniej krzywdą. Jesteście bardzo blisko, rozmawiacie, rozumiecie uczucia winowajcy, jego reakcję. Ba, na jego lub jej miejscu moglibyście postąpić podobnie. Umiecie postawić się na jego miejscu. Zrozumienie osoby bliskiej rodzi współczucie, potęguję miłość.
Postronny obserwator, nie będzie wnikał w szczegóły. Widzi ogólny zarys sytuacji. Postrzega sytuację przez pryzmat wyrządzonej krzywdy i ofiary. Nie rozumie winowajcy.
Jak mówił Thich Nhat Hanh Miłość to zrozumienie. Ale czy można zrozumieć wszystkich ludzi, czy można zrozumieć swoich oprawców, tych, którzy wyrządzają Ci jakąś krzywdę?
Zrozumienie siebie to zrozumienie innych
Filozofia wschodu uczy, że kluczem jest zrozumienie siebie. Wszyscy ludzie są tacy sami. Rodzimy się niewinni, a następnie podlegamy łopatologicznemu warunkowaniu. Rodzina, środowisko, szkoła, rówieśnicy, nauczyciele, media. Każde doświadczenie, każda interakcja, każde przeczytane zdanie, każde usłyszane słowo – kształtuje i warunkuje nasz umysł. Stajemy się tym kim jesteśmy właśnie dzięki temu warunkowaniu.
Wnikliwa i uczciwa obserwacja siebie pozwala zrozumieć jak działa nasz umysł – nawyki działania, nawyki myślenia, złość, nienawiść, pożądanie, spełnienie, i tak dalej. Nie chodzi tu więc o analizowanie konkretnej sytuacji, ale o wgląd w to jak działa nasz i każdy umysł ludzki.
Wgląd w naturę człowieka
Nasza złość, nasze pożądanie, chęć sukcesu i ambicja, czy lęk przed porażką, odrzuceniem, frustracja. Wszystko to, z natury rzeczy nie różni się od procesów w głowach naszych bliskich, sąsiadów, kolegów i koleżanek, szefów, polityków. Medytacja i uważność to bardzo uniwersalne narzędzia, które pozwalają na taki wgląd w naturę naszego (i innych) umysłu. Przy czym mam na myśli wgląd bardzo praktyczny.
Na poziomie intelektualnym powyższy wywód może mieć dla Was sens. Jednak na co dzień, okazuje się, że traci on na znaczeniu, gdyż jesteśmy pochłonięci przez wyuczone nawyki myślenia właśnie (jedziemy na automacie). Im bardziej jednak postępuje Twoje doświadczenie w medytacji, tym częściej okazuje się, że w codziennym życiu łapiesz się na prawdziwym współczuciu dla osób, które nie postępują najlepiej, nawet w stosunku do Ciebie.
Pamiętam sytuację kiedy zawadziłem przyczepą o siatkę ogrodzeniową. Znikąd pojawił się mężczyzna. Był na mnie bardzo zły. Od razu sklasyfikował mnie jako bezmyślnego idiotę, mającego gdzieś cudzą własność. Nie było nawet żadnych zniszczeń, ale moja nieuwaga wywołała druzgocącą mnie reakcję. Lata temu wdałbym się w bezmyślną przepychankę słowną. Przecież nawet nie było uszkodzeń, a facet mnie obraża. A ja, poczułem naprawdę szczere współczucie dla tego człowieka. Musiał sporo przejść w życiu, być może postawienie tego ogrodzenia przyszło mu nie bez wyrzeczeń. Prawdopodobnie w przeszłości wiele razy jego własność i ciężka praca musiały być bezmyślnie niszczone, nie doceniane. Do tego był naprawdę zły, gotowało się w nim. Wiem, że nie jest to miłe uczucie, nikt nie lubi być zły. Gorzej prawdopodobnie, już wkrótce, jak emocje opadną będzie żałował swojej nieadekwatnej reakcji i słów, które wypowiedział. Naprawdę, szczerze mu współczułem.
Nie twierdzę, że kochał bym tego człowieka, gdyby zaczął okładać mnie bejsbolem, nie ten etap. Jednak rozumiem skąd może pochodzić nieskończona miłość Chrystusa i Buddy. Nie z nakazów, przykazań, ale z głębokiego wglądu w uniwersalną naturę człowieka. Tak widzę sens słów Chrystusa – nie wiedzą co czynią – w naturze człowieka leży zachowywać się instynktownie, nawykowo, na bazie prostego warunkowania. W buddyzmie, taki [poprawny] wgląd, w czystą naturę ludzką, uwarunkowaną przez czynniki zewnętrzne to jeden z elementów Szlachetnej Ścieżki.
Co na to nauka?
W tym kontekście warto przywołać ciekawy autorytet naukowy. Swojego czasu obejrzałem z wielkim zainteresowaniem całą serię wykładów Roberta Sapolskiego na Uniwersytecie w Standford dotyczących źródeł zachowania człowieka – od genetyki, przez biologię, biochemię, ewolucję, psychologię po neurobiologię i hormony. Są to fascynujące tematy, które pokazują jak bardzo jesteśmy zdeterminowani przez czynniki zupełnie od nas niezależne. Profesor posuwa się nawet do stwierdzenia, że nie mamy wolnej woli, nasze uwarunkowanie jest stuprocentowe. Moim zdaniem, wolna wola, pojawia się właśnie w uważności, ale o tym pewnie innym razem. Na razie, polecam autorytet Sapolskiego Waszej uwadze. Nie czytałem, ale widzę, że jest wydana po polsku jego książka Zdeterminowany. Jak nauka tłumaczy brak wolnej woli (posiada kilka rewelacyjnych recenzji). Na you tube znajdziecie też wywiad z naukowcem z polskim lektorem.
Zrozumienie to nie aprobata
Naturalnie, miłość i zrozumienie to nie aprobata. Ideał miłości Chrystusa obejmuje wszelkiego typu oprawców, złoczyńców, cudzołożników, i tak dalej. Jednak miłość nie jest aprobatą, czy pochwałą. O tym szerzej innym razem, myślę, że to zagadnienie zasługuje na dedykowany wpis.

Pingback: Łaskawe, czyli o granicach zrozumienia - Siła Spokoju