To niesamowite w ilu przeczytanych książkach napotkałem myśli, które są po prostu mądrościami czysto buddyjskimi. Nie twierdzę, że autorzy są buddystami, ale to co chcą nam przekazać bardzo często okazuje się bardzo spójne z naukami Buddy. Budda nie miał do dyspozycji bibliotek, do wszystkiego doszedł wnikliwie obserwując siebie, ponad 500 lat p.n.e. Właśnie czytam Kłamstwa Enrique de Heriz’a (nawiasem pisząc polecam), i proszę czego się dowiaduję:
Jeśli obierasz kolejne warstwy cebuli w poszukiwaniu środka, padasz ofiarą żartu; środek cebuli jest tylko jeszcze jedną warstwą. Jeśli rozmontujesz życiowe fikcje, dzieje się coś podobnego. Zostaje tylko oddychać i jeść, możesz jeszcze spać. (…) Niemal tak niewiele jak być zmarłym.
Na myśl przychodzą nauki o pustce, bez ja czy oświeceniu/nirwanie – gdzie nie ma narodzin i nie ma śmierci. Albo inny, kilka stron dalej:
Jest nieuniknione jak sądzę, że każdy broni się przed życiem przyoblekając się w zbroję, która najbardziej mu odpowiada. Nie przeszkadza mi to. Potem jednak na zbroję przychodzi kolczuga, a po niej kapota, a na nią narzuca się pelerynę i w ten sposób, warstwa po warstwie skrywającej ciało, stajemy się tym, kim jesteśmy.
Z jednym się tylko z autorem nie zgadzam, że to nieuniknione. Droga filozofii wschodu, do droga poznania i wyzwolenia. Świadomego, uważnego życia, które umie odrzucić kolczugę, kapotę, pelerynę i żyć pełnią życia, nieskrępowanego maskami. I dalej:
Jednak tamtego dnia, moje własne fikcje wprawiły mnie w przerażenie. Postanowiłam się ich pozbyć, odrzucić cały wysiłek, jaki wkładałam, żeby nie okazać się jakąkolwiek z góry założoną ideą mnie, nawet samej siebie. Zajęło mi to wiele lat. Proces był tak powolny, tak wypełniony wahaniem, że niemal odważyłabym się powiedzieć, że nikt go nie zauważył.
A więc jednak się da. Dwa doświadczenia mogę potwierdzić z autopsji – proces jest powolny i obarczony wahaniem. Najczęściej oszukujemy samych siebie powiedział ktoś. Nie jest łatwo zrozumieć czy coś jest maską czy to nasze ja. Dochodzimy do tego powoli, często sabotowani przez wpojone nam przez lata idee. I faktycznie, ciekawe jest, że ludzie wokół mogą przemiany nie zauważyć, a raczej powiedziałbym patrzą na nas po prostu przez pryzmat swoich poprzednich doświadczeń z nami, i nie potrafią dostrzec zmian.
Na myśli wyjęte, niemal żywcem z filozofii wschodu napotykam wszędzie, w tym u klasyków. Bardzo inspirująca dla mnie była postać hrabiego Bezuchow z Wojny i Pokoju Tołstoja. Bohater nie odnajduje szczęścia w pieniądzach, statusie, wolnomularstwie, miłości. Dopiero w niewoli…, zainspirowany spotkaniem z prostym 'głupkiem’.

Pingback: O wolności - Siła Spokoju
Pingback: O sztuce słuchania - Siła Spokoju