Rozwój osobisty inspirowany filozofią wschodu
 

Podmianka, o prostym życiu

Pewnego dnia kiedy w dżdżysty poranek łupałem drewno na opał, przemknęła mi przez głowę myśl. Dlaczego tak harujesz? Twoje życie było wygodniejsze. W chwili fizycznego zmęczenia, kiedy pogoda daje Ci w kość łatwo popaść w melancholię. Dajesz się ponieść swoim myślom i zanim się zorientujesz toniesz w depresji. Dzięki uważności nabrałem jednak dystansu do swoich myśli. Nie zawsze są one naszym sojusznikiem. Zdarza się, że wpędzają nas w stres i depresję. Zacząłem więc oglądać i kwestionować tę myśl, która właśnie się pojawiła.

Kiedyś a dziś

Dzisiaj ogrzewam się drewnem, paląc w małej kozie, w drewnianym domku. Opał pozyskuję sam, dzięki mojej fizycznej pracy. Spędzam czas na świeżym powietrzu w otoczeniu przyrody. Wdycham czyste powietrze pełną piersią. Umiarkowany, regularny wysiłek pomaga mi zachować kondycję, odporność, zdrowie. Nierzadko pracę przerywa mi klangor żurawi, które przelatują tuż nad moją głową. Przerywam wtedy i podziwiam. Nie zależę od żadnego dostawcy i sam decyduje skąd pozyskam opał, możliwości jest wiele.

A co z ogrzewaniem 10 lat temu? Owszem, była pełna wygoda, wystarczyło podkręcić termostat. Nie przychodziło jednak za darmo, bez pracy. Tyle, że ta praca była inna. Kiedyś pisałem mejle i robiłem prezentacje, organizowałem spotkania, konferencje. Wiele z owoców mojej pracy szło do kosza, bo zmieniał się szef, czasy, strategie. Czas spędzałem w zamkniętym, klimatyzowanym biurze co rujnowało moje zatoki. (Przewlekłe zapalenie, antybiotyk przynajmniej 2 razy w roku, jak ręką odjął odkąd mieszkam na wsi.) Pracowałem w korporacji, w której szczytne cele wierzyłem (bo człowiek lubi czuć się dobrze z tym co robi). Z perspektywy czasu, kiedy masz czas, żeby zrozumieć co się dzieje na świecie, te cele nie do końca okazują się szczytne. Dojazd w korku, w spalinach. Praca siedząca. Jeżeli chcesz zachować względną formę musisz wieczorem poćwiczyć. Podróże, jet lag, zmęczenie. Nadgodziny. A wszystko po to, żeby kupić ruski gaz i finansować wojnę…

Zawsze coś zamieniamy na coś innego

Często nie zdajemy sobie sprawy, że zawsze zamieniamy coś na coś innego. Nie mamy refleksji nad naszym życiem. Nic nie jest za darmo. Często bezmyślnie komplikujemy nasze życie. Tak jak w opowieści o tej kobiecie.

Pewna kobieta miała myszy w domu. Myszy regularnie robiły dziury w jej ubraniach, budując sobie schronienie. Kobieta wiodła proste życie, każdego wieczora pieczołowicie cerowała dziury.

Pewnego dnia sfrustrowana pomyślała, gdybym miała kota… I sprawiła sobie kota. Myszy uciekły, żadnych dziur, żadnego wieczornego cerowania. Jednak kot wymagał mleka (bo jak już przegonił myszy i trzymał wszystkie z dala to był głodny). A zdobycie mleka wymagało trochę zachodu. Wycieczka do wsi, drobne prace w zamian za mleko.

Sfrustrowana kobieta pomyślała, gdybym miała krowę… I sprawiła sobie krowę. Kot i staruszka mieli teraz mleko. Ale krowa sprawiała kłopot. Wchodziła w szkodę, trzeba jej było pilnować, na zimę przygotować siano, słomę, schronienie.

Kobieta pomyślała, gdybym miała pachołka do pomocy… I sprawiła sobie pachołka. Chłopak dbał o krowę, ale o chłopaka też trzeba było zadbać. Rósł, nowy ciuch, coś na nogi. Nocleg, jedzenie, i tak dalej.

Kobieta zorientowała się, że jej świat stanął na głowie. Tak bym sobie usiadła i spokojnie pocerowała trochę ubrań, pomyślała, ale dzisiaj nie miałabym na to czasu. Zatęskniła za dawnym życiem.

A jak Ty komplikujesz swoje życie?

Nie twierdzę, że mamy żyć na golasa jak ludzie pierwotni. Warto jednak poświęcić chwilę na refleksję – gdzie Ty komplikujesz swoje życie?

Zrobiłem spontaniczne podsumowanie moich uproszczeń, każde na lepsze 🙂

KiedyśDziś
korpo szkolenia o profilu pod firmęsamodoskonalenie, medytacja, edukacja na tematy, które naprawdę mnie intrygują: biologia, początki życia, fizyka, geopolityka, ewolucja, neurobiologia, psychologia
beton, klimatyzowane biurozieleń, przestrzeń, świeże powietrze
stała pensja, uzależnienie od szefa i pracodawcy, praca w godzinach i nadgodzinachdrobny przedsiębiorca, niezależność i wolność, zlecenia, o których sam decyduję, pracuję nieregularnie i realnie dużo mniej
korpo podróże, jet lag, super hotelerower, piesze wycieczki, piękna okolica
supermarketymałe sklepiki
głównie korpoludzieróżnorodność spotykanych ludzi – sąsiedzi ze wsi, klienci wszelkiej maści, urzędnicy, przedsiębiorcy, pracownicy fizyczni
codziennie to samo biurokażde drzewo jest inne
medicover vippubliczna służba zdrowia (lepiej zdrowym być)
miastowieś
inni zazdrościli mi statusu i pieniędzyinni zazdroszczą mi pracy, którą lubię
kaloryfer, ruski gazkoza, drewno
toaletawychodek w lesie
łazienkazimny prysznic, rzeka, balia, wanna pod chmurką (mam taką 🙂
służbowe audi, korek na puławskiejhilux do pracy, dojazd często lokalnymi drogami, bez korków
honda cb do miasta, jak najczęściej publiczny transport, rower, też elektryczny
prąd z sieci, zależny od cen i dostawcówprąd z paneli 1.2kW w zupełności wystarcza, w zimę muszę oszczędzać, niezależność
mało wolnego czasudużo wolnego czasu
empikbiblioteka publiczna
wykształceniemądrość
woda z sieciwoda z własnej studni, w tym do picia, bez chloru

Pamiętam, że kiedyś zabraliśmy nasze dzieci na podróż do Stanów. Polecieliśmy do San Diego, wynajęliśmy auto i zjechaliśmy kilka stanów. Były wszystkie parki rozrywki Disney Land, parki wodne z orkami, Studio Filmowe, Wielki Kanion, Las Vegas, i tak dalej. Ciekawe, że z tej wycieczki, dzieci niewiele pamiętają, a z tego samego okresu dzieciństwa pamiętają doskonale jak zmywaliśmy razem naczynia i jak lepiliśmy bałwana. Ile takich chwil poświęciłem, żeby zarobić na wyjazd, którego prawie nie będą pamiętać, a już na pewno nie jak coś wyjątkowego…

Zachęcam każdego do świadomego przeglądu swojego życia, co zamieniasz na co? i czy aby na pewno jest to dobra podmianka?

2 Comments

  1. Pingback: Jedyny fakt. Największa iluzja. - Siła Spokoju

  2. Pingback: Nie będę jadł trawy, czyli jak zostałem wegetarianinem - Siła Spokoju

Comments are closed.