Rozwój osobisty inspirowany filozofią wschodu
 

Firma, która się nie rozwijała

W jakiś rok, dwa po mojej ewakuacji z korporacji spotkałem znajomą. Zapytała mnie wtedy Jak firma, rozwija się? Nie, nie rozwijała się. Stagnacja? Nie, wybór. Dlaczego zakładamy, że firma musi się rozwijać? Musi zdobywać nowe rynki, klientów, poszerzać ofertę, zwiększać przychód, dochód, zatrudniać coraz więcej pracowników, inwestować.

Stereotyp sukcesu

Mania wzrostu. Stereotyp sukcesu, wtłaczany w nasze mózgi od najmłodszych lat. Rzadko zastanawiamy się nad tym i przejmujemy cudze wyznaczniki sukcesu. Porównujemy się z innymi i wkładamy masę energii w to, żeby na jakimś polu być lepszymi, żeby mieć więcej, żyć wygodniej. Dzieje się to kosztem wielu wyrzeczeń. Niestety cały nasz system ekonomiczny i finansowy jest tak bardzo uzależniony od wzrostu PKB, że bez niego światowe gospodarki załamują się i padają. Nie musi tak być, masz wybór. Swojego czasu zainspirowała mnie historia o rybaku.

Historia o rybaku

Pewien profesor ekonomii wypoczywał nad ciepłym morzem. Każdego ranka udawał się na przechadzkę po plaży, gdzie obserwował biednego rybaka. Rybak wypływał w morze. Po krótkim czasie wracał z dwoma rybami. I wracał do domu. Jedna ryba była na obiad, drugą sprzedawał za parę groszy na targu. Przez większość dnia rybak odpoczywał i spędzał czas z rodziną.

Któregoś ranka profesor nie wytrzymał, podszedł do rybaka i powiedział. Dam Ci radę młody człowieku, całkowicie za darmo. Rybak zamienił się w słuch. Każdego ranka zostań na morzu dłużej. Zamiast dwóch ryb, nałap tyle ile się da. Ale po co? dociekał rybak. Łatwo sprzedaż nadwyżkę, za zarobione pieniądze kupisz większą łódź, więcej sieci, i będziesz łapał jeszcze więcej ryb. Ale po co? rybak zachodził w głowę. Sprzedasz te ryby, za zarobione pieniądze zatrudnisz pracownika, a za jakiś czas kupisz może nawet kuter. Będziesz miał masę pieniędzy i Twój status we wiosce, nawet na wybrzeżu poprawi się. Ale po co to wszystko? rybak nic nie rozumiał. Profesor podsumował Jak będziesz już stary to będziesz cały dzień odpoczywał i spędzał czas z rodziną… Rybak zbaraniał.

Własna definicja sukcesu

Moja firma z założenia nie miała się rozwijać. Miała mi dać utrzymanie i satysfakcję. Dużo wolnego czasu. Nigdy nie chciałem mieć pracowników, agresywnie walczyć o nowe rynki, poszerzać zakres usług. Jak w opowieści o rybaku. Jedno zlecenie na ZUS, drugie zlecenie na życie i basta… Po co mi więcej niż potrzebuję. A człowiek potrzebuje tak niewiele. Uważność pozwala zrozumieć, czy działamy w zgodzie ze sobą, czy też realizujemy jakiś plan narzucony nam przez innych. Od najmłodszych lat jesteśmy poddawani regularnemu warunkowaniu – rodzice, filmy, reklamy, szkoła, media i media społecznościowe nieustannie programują nasze umysły. Ambicja, ciężka praca, dom, sukces, prestiż, auto, dalekie podróże – jak kojarzą się Wam te słowa?

Pamiętam, jak kiedyś realizowałem zlecenie w Parku Miejskim w Otwocku. Był mróz, a ja wykonywałem fizyczną pracę. Przechodziła matka z synem. Podsłuchałem jak mówi do niego Zobacz synku, jak się nie będziesz uczył, to będziesz musiał w mróz nosić gałęzie. Nie muszę pisać jak mnie to rozbawiło. Jestem wykształcony, miałem posadę, o której prawdopodobnie marzyłaby dla swojego syna. Brakuje tylko refleksji co da chłopcu w przyszłości szczęście – wiadomo – ciepłe biuro i pełny portfel. Ja też słyszałem Ucz się bo będziesz ciężkie worki nosił. Postrzegamy pracę fizyczną jako coś gorszego, słyszę robol. Nikt nie zastanawia się, że ten robol może być najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Jest tyle zawodów – ciężkich, potrzebnych, które są deprecjonowane przez społeczeństwo. W kontraście – cała lista zawodów prestiżowych. Czy tego chcemy, czy nie, bez uważności automatycznie poddajemy ludzi ocenie. Nasz umysł automatycznie poddaje innych analizie patrząc przez pryzmat ubioru, auta, itd. Nie jest wcale łatwo iść pod prąd.

Jak przełamać stereotypy?

Uważność pomaga zakwestionować takie powierzchowne status quo. Nie daje się złapać w pułapkę pozorów. Tylko umysł silny, niezależny, spokojny podąża swoją drogą, a nie tą narzuconą przez innych.

Po pierwsze trzeba myśleć samodzielnie, przełamać schematy wpojone nam przez społeczeństwo. Nasze nawyki myślowe będą nas wpędzać w pułapkę. Sukces osiąga ten kto ma auto, dom, partnera, podróże, i tak dalej. Wysiłku i wglądu wymaga zauważenie, że być może nie są to czynniki sukcesu, które nas naprawdę interesują. Być może spokój, wolny czas, zdrowie to wartości, które definiują sukces i nie ważne, że jeździsz rzęchem, mieszkasz w klitce w bloku, pracujesz na zmywaku, a na wakacje jeździsz do babci na wieś.

Po drugie, jak już przedefiniujesz priorytety, potrzebna jest odwaga i niezależność. Inaczej, potrzebne jest poczucie własnej wartości, które pozwoli Ci pewnie iść pod prąd stereotypom. Ubieram roboczy strój i ruszam do roboty, w pogodę, czy niepogodę. Ex dyrektor ze służbowym audi A6, nówka sztuka, zamiatający Twoją ulicę? Tak, często mi się to zdarza. Po skończonej pracy, trzeba posprzątać.

Będę trochę jak zdarta płyta, ale nie do przecenienia jest uważność i medytacja znowu. To dzięki tym narzędziom uzyskasz łatwość budowania swojego życia na wartościach, które mogą iść pod prąd oklepanym standardom. Robisz to bez kompleksów, z radością. Rozumiesz jak działa Twój umysł (czyli jak działa każdy umysł), i umiesz okiełznać jego nawyki, żeby działały dla Ciebie, a nie przeciwko Tobie.

Co więcej, zwracasz uwagę na to jak Twój umysł poddaje ocenie ludzi, których spotykasz na swojej drodze. Z automatu, jest to ocena bazująca na Twoim uwarunkowaniu, zwykle pobieżna i często daleka od prawdy. Dzięki uwadze nawet jeśli w Twojej głowie pojawią się jakieś stereotypowe oceny, natychmiast je kwestionujesz. Możesz świadomie pokierować procesem oceny, lub po prostu ją odrzucić. Nie patrzysz na ludzi powierzchownie. Stajesz się im bliższy, i bardziej na nich otwarty. Traci znaczenie czy mają na sobie garnitur i wysiedli z mercedesa, czy noszą brudne, robocze spodnie i właśnie zamiatają Ci podwórko.

Przypis

Jak już piszę o firmie, to koniecznie chcę dodać. Własna działalność, w porównaniu z etatem, dała mi niesamowite poczucie wolności. W kwestii decyzji, które podejmuję teraz samodzielnie, jako przedsiębiorca, a które podejmował za mnie szef lub 'korporacja’ – przepaść (a miałem stanowisko naprawdę samodzielne)!

Naturalnie etat dawał mi pewne (złudne) poczucie przewidywalności i bezpieczeństwa i był 'prostszy w obsłudze’. W moim przypadku, i przypuszczam, że nie jest on odosobniony, etat nie był jakimś świadomym wyborem. Był jakąś naturalną konsekwencją wypadków, przypadkiem. Być może ktoś, z przypadku, jest przedsiębiorcą. Wydaje mi się, że warto nie pozostawiać takich spraw tylko przypadkowi.