Rozwój osobisty inspirowany filozofią wschodu
 

To nie wina brukselki, czyli o naturze człowieka

Dlaczego są ludzie, którzy lubią brukselkę? I są ludzie, którym kompletnie nie smakuje. Dlaczego jeden woli teatr, a inny kino? Snowboard czy narty? PiS czy PO? Na takie pytania zwykle pada prosta odpowiedź: Ludzie są różni… Ale dlaczego? I czy aby na pewno? I co z tego wynika?

Różnice

Ludzie są różni, bo przez całe życie (i to w zasadzie wiemy już, że od embrionu) podlegają warunkowaniu. Nasiąkamy poprzez nasze zmysły ideami, koncepcjami, podświadomymi skojarzeniami. Jeden miał dobrze za PRL i będzie go chwalił, drugi miał źle i będzie krytykował. Jeden zajada się brukselką, drugiemu kojarzy się z czymś nieprzyjemnym (tak jak mi czarnina 🙂 i będzie się krzywił na sam jej widok.

Nie ma różnicy, która w najzwyklejszy sposób nie byłaby zaprogramowana. Ostatecznie nasz mózg to zbiór neuronów (jest ich bardzo dużo). Każde doświadczenie, doznanie, zmienia połączenia neuronów w mózgu. Niektóre doznania wywierają spory wpływ, inne mniejszy, subtelny. Kropla drąży skałę i stajemy się tym kim jesteśmy z naszymi preferencjami, poglądami, wierzeniami, wiedzą, pamięcią, nawykami, schematami myślenia, itd.

Natura człowieka

Rzuca to światło na odwieczną debatę o naturze człowieka. Czy człowiek jest z natury dobry i wypacza go świat, czy jest z natury zły i trzeba narzucić mu i wpoić jakieś moralne ramy? Otóż wydaje mi się, że z natury, człowiek to niezapisana, biała kartka. Ludzkość wydała na świat Chrystusa i Stalina. Wcielenie miłości, dobroci, współczucia i altruizmu oraz jego przeciwność brutalnego despotę, który bez mrugnięcia okiem wysyłał na śmierć miliony ludzi. Pewnego dnia każda z tych osób była, tak jak my wszyscy, białą, niezapisaną kartką. Ukształtowały nas nasze doświadczenia.

Człowiek, który doznaje miłości, opieki, czułości, który nie zna przemocy, krzywdy, będzie innym człowiekiem, niż ten, który doznaje bólu, poniżenia, nienawiści, nadużyć.

Nie sposób oczywiście wykalkulować jak nasze doświadczenia nas zmienią, czy ukształtują. Podlegamy milionom bodźców i mamy różną wrodzoną wrażliwość. Niemniej jednak nie ulega chyba wątpliwości, że to co nas otacza ma wpływ na nas.

Geny i wrodzone instynkty

Odezwą się może głosy, że nasze życie determinują geny. Kilkanaście lat temu świat nauki oszalał na punkcie genetyki, obiecywał gruszki na wierzbie. Dzisiaj wiemy już, że geny nie są aż tak istotne jak przypuszczano. Choć wielu płynie jeszcze na oryginalnej fali zachwytu nad genetyką i dziedziczeniem, najnowsze doniesienia mówią już o kolosalnym wpływie środowiska na ekspresję genów. Zajmuje się tym epigenetyka. Np. okazuje się, że tylko nieliczne choroby, są stricte dziedziczne. W większości przypadków, dany gen może raptem zwiększać prawdopodobieństwo wystąpienia schorzenia, ale nie je determinować. Czynnikiem decydującym jest otoczenie, nasze nawyki, dieta, styl życia. Wiemy na przykład, że stres matki podczas ciąży wpływa na ekspresję genów dziecka. To nie DNA nas determinuje, tylko czynniki zewnętrzne.

Zakres zachowań instynktownych pozostaje także bardzo ograniczony do podstawowych odruchów takich jak ssanie piersi. W temacie instynktu przypomniał mi się błyskotliwy i nieco zabawny argument. W debacie na temat, czy człowiek jest z natury wegetarianinem, czy mięsożercą obrońca weganizmu mówił: Posadź dwulatka, daj mu jabłko i żywego króliczka. Jeżeli dwulatek zje króliczka i zacznie bawić się jabłkiem to znaczy, że z natury jesteśmy mięsożerni.

Tacy sami

Wracając do tematu. Ostatecznie więc. Nie jesteśmy różni. Jesteśmy tacy sami. Różnice wynikają przede wszystkim z tego, że wychowujemy się w innych warunkach, oglądamy inne filmy, podlegamy innym wpływom, spotykamy innych ludzi. Ale nasza natura, natura człowieka jest identyczna u wszystkich i jest nieskalana, czysta. Taka koncepcja jest mi dużo bardziej bliska, niż koncepcja, że człowiek rodzi się grzeszny – grzech pierworodny w kościele katolickim.

W każdym z nas jest wiele zdrowych (miłości, współczucia, pomocy, zrozumienia) nasion, i wiele niezdrowych (złości, nienawiści, zazdrości). To jacy będziemy zależy od tego, które ziarenka są podlewane i pielęgnowane. Kiedy jesteśmy dziećmi to głównie otoczenie, rodzice, najbliżsi podlewają i pielęgnują nasze kiełkujące nasionka. Kiedy dorastamy każde nasze doświadczenie wywiera wpływ na to, które nasionko wykiełkuje w naszej świadomości. Niestety w dorosłym życiu, większość z nas podlega takim samym automatycznym wpływom. Bezmyślnie pochłaniamy seriale, książki, reklamy, teksty piosenek, newsy, kanały społecznościowe, i tak dalej. Nie zwracamy uwagi na to z kim przebywamy i jaki wpływ to wywiera na nasz umysł.

Naturę naszej podświadomości, wykorzystując tę analogię nasion, opisuje szczegółowo Thai w swojej książce Zrozumieć nasz umysł.

To nie wina brukselki

Przecież brukselka, i w ogóle warzywa, są zdrowe, dlaczego by ich nie lubić? I to cały myk! Można polubić brukselkę, można zmienić nawyki, można zmienić swoje podejście do ludzi i świata. To nie wina brukselki, że ci nie smakuje. To wina twojego uwarunkowania.

Natura dała nam niesamowity mózg. Może on się rozwijać i zmieniać przez całe życie. Mówimy o neuroplastyczności tego organu. Zaprzęgając do pracy uważność, mamy wpływ na to jacy jesteśmy. W pełni świadomie konsumujemy otaczający nas świat, doznania, doświadczenia. Dokonujemy prawdziwych wyborów, co oglądamy, z kim się spotykamy, czego słuchamy. Odpowiadamy na zdarzenia zewnętrzne, a nie reagujemy na nie bezmyślnie. Rzeczywistość, która przechodzi przez filtr uważności jest zupełnie inna niż ta postrzegana automatycznie. Możemy odrzucić złość i zawiść oraz świadomie wybrać i rozwijać w sobie zrozumienie i współczucie.

Jestem, który jestem

Jaka więc jest natura człowieka?

Każda myśl, idea, nasza pamięć jest uwarunkowana, nigdy nie jest naprawdę kreatywna i nie może być wolna.

Co jest więc poza myślą? Poza jakąkolwiek myślą, ideą jest … Bóg i bezgraniczna, czysta miłość.

Pięknie mówi o tym Jiddu Krishnamutrti.

Czy nie o to chodzi w słynnym biblijnym przedstawieniu się Boga?

Jestem, który jestem. (Ks. Wy. 3,14)

Kiedy porzucimy wszelką myśl, nie pozostaje nic innego jak po prostu być. Obcujemy wtedy z absolutem, wręcz się nim stajemy. To, że Bóg jest w każdym człowieku można odebrać niemalże dosłownie. W jakim kontraście stoi to z innym słynnym cytatem – Myślę, więc jestem. Myślę, więc jestem człowiekiem, ale poza myślą jednoczę się z Bogiem. Myślenie dało nam cywilizację i postęp, ale duchowo nas ogranicza. Myślenie dało też ambicję, konkurencję i wojny, zabiło spokój ducha i miłość.

Wbrew pozorom taki boski stan nie jest ani nieosiągalny dla człowieka, ani nadprzyrodzony.

Poza wszelką myślą, istnieje nieograniczony spokój. Nie ma tam miejsca na złość, nienawiść, grzech, nie porównujesz się z nikim, akceptujesz wszystko co jest, bo to myśl porównuje, pożąda, odrzuca, dyskryminuje. Tam jest tylko miłość.

Jest to bardzo spójne z doświadczeniami milionów ludzi. Wszystkie stany takie jak głęboka medytacja lub modlitwa, bliskie doświadczenie śmierci (z ang. NDA near death experience), doświadczenia po zażyciu substancji psychodelicznych – odznaczają się wspólnym mianownikiem – brak jakiejkolwiek myśli, czy idei (stany wręcz nie do opisania słowami) oraz radość, spełnienie, szczęście i miłość.

Każdy może doświadczyć takiej chwili. Nawet jeżeli nie medytujesz, możesz spojrzeć w gwiazdy lub na zachód słońca. Ten ułamek sekundy, kiedy w twoim umyśle nie ma żadnej myśli to chwila, w której jest spokój i akceptacja. Kiedy pojawi się myśl, choćby wewnętrzny komentarz Jak pięknie, chwila jest stracona stałeś się znowu tylko człowiekiem.