Rozwój osobisty inspirowany filozofią wschodu
 

Nie będę jadł trawy, czyli jak zostałem wegetarianinem

Co roku zapraszam do siebie kilku dobrych znajomych z czasów studiów. Taka tradycja, żeby spotkać się i pogadać przy ognisku. Znajomi naturalnie przywożą kiełbasę. Wiedzą, że u mnie mogą liczyć co najwyżej na cukinię, ewentualnie na vege burgera z buraka. Za każdym razem właściwie mój wegetarianizm jest przez nich sondowany na różne sposoby. W głowie utkwiła mi odpowiedź jednego z nich, który rozmowę skwitował krótko Przecież nie będę jadł trawy. Tknęło mnie…

Na automacie

Nie będę jadł trawy. Jest to dokładnie takie samo zdanie jakiego użyłem wielokrotnie w przeszłości przy okazji podobnych rozmów. Jest to prawdopodobnie zdanie, które przy jakiejś okazji słyszało każde z nas. Dlaczego mnie to zastanowiło? Z prostej przyczyny. Kiedyś wypowiadałem to zdanie, automatycznie, bez zastanowienia, bez refleksji. Jadłem mięso i byłem stuprocentowym ignorantem w kwestii skąd ono się wzięło. Smakowało i to było najważniejsze. Jestem przekonany, że mój znajomy i każdy kto to zdanie wypowiada, wypowiada je niemalże automatycznie. Jest ono nie jako odpowiedzią wprogramowaną w nas przez społeczeństwo. Odpowiedzią bez żadnej refleksji.

Mój impuls do zostania wegetarianinem zrodził się z uważności i współczucia dla cierpienia zwierząt hodowlanych. Kiedyś żyłem szybko i bez zastanowienia. Dzisiaj żyję w pełni, bez pośpiechu. Ćwiczę uważność i medytuję. W takich warunkach jesteśmy w stanie zakwestionować status quo, rodzą się głębokie refleksje. W tym przypadku refleksja nad cierpieniem zwierząt hodowlanych oraz chęć bycia życzliwym dla nich, ostatecznie to też świadome istoty, odczuwające ból, lęk. Nie chodzi nawet o to, że zabijamy je. Chodzi o to w jakich warunkach żyją. Stworzyliśmy fabryki, w których zwierzęta są traktowane jak przedmiot. Po refleksji, ciężko przejść obok tego faktu obojętnie.

Wegetarianin czy weganin?

W zasadzie jestem aspirującym weganinem. Kwestia spożywania nabiału jest dla mnie trudna. W zasadzie na każdym opakowaniu mleka czy sera mamy krówkę na łące. W rzeczywistości większość krów hodowlanych spędza cały swój krótki żywot w oborze, bez możliwości ruchu, słońce widzą tylko w krótkiej drodze z obory do ciężarówki, która zawiezie je na rzeź. Zwykle po sześciu latach, po spadła ich wydajność, choć mogłyby żyć i lat dwadzieścia. Uważam to za okrucieństwo.

Jaja spożywam regularnie, tylko od znajomego gospodarza. Nabiał ograniczam. Nie zdecydowałem się na weganizm ze względu na aspekty zdrowotne. Okazjonalnie jem ryby. Rzadko zjem mięso, w przypadku gdy jest to dar od kogoś kto nie wiedział, że jestem wegetarianinem.

Dla zdrowia?

Szacunek dla życia, zaczyna się od własnego zdrowia. Moją motywacją przy przejściu na wegetarianizm było współczucie dla zwierząt. Natomiast zależało mi, żeby odżywiać się zdrowo. Przeanalizowałem więc zagadnienie od strony naukowej. Nie jest łatwo. Internet kipi od sprzecznych doniesień, w tym naukowych i pseudo naukowych. Po każdej stronie barykady są autorytety naukowe. Konkluzje, do których doszedłem:

  • Jedzenie mięsa w żaden sposób nie szkodzi zdrowiu, dieta roślinna jako taka nie jest zdrowsza
  • Mięso i nabiał jest źródłem łatwo przyswajalnego białka i witamin
  • Zarówno białko jak i komplet witamin (za wyjątkiem B12!) znajdziemy w roślinach, jednak mogą być trudniej przyswajalne
  • Bez szwanku dla zdrowia można być wegetarianinem lub weganinem
  • Rezygnując z mięsa i ew. nabiału, trzeba trzeba pamiętać, żeby:
    • Spożywać rośliny strączkowe – fasola, groch, ciecierzyca, etc.
    • Spożywać nasiona – orzechy, dynia, siemię, etc.
    • Zadbać o różnorodność (przekłada się to na różne związki, można kierować się kolorami – czerwony, żółty, zielony), stosować przyprawy
  • Weganie powinni zadbać o suplement B12 (zwykle jest dodawana do roślinnych odpowiedników mleka).
  • Resztki antybiotyków w mięsie to problem analogiczny to pestycydów w roślinach, warto więc zadbać o pochodzenie tego co jemy, co dzisiaj jest trudne
  • Wysoko przetworzone i słodzone produkty w każdym przypadku są szkodliwe dla zdrowia, szczególnie trudno wyeliminować je z diety gdyż po prostu uzależniają (ciekawe, że większość produktów w supermarketach to takie właśnie produkty)
  • Odżywiasz nie tylko siebie, ale także swój jelitowy mikro-biom (bakterie jelitowe, których rolę dopiero zaczynamy poznawać, wiemy np. że biorą one udział w produkcji serotoniny), dlatego tak ważny jest np. błonnik
  • Zdecydowanie jemy za dużo i za często, wystarczy jeden posiłek dziennie, dobrym rozwiązaniem jest też tzw. post przerywany (spożywanie posiłków w zakresie ośmiu godzin + szesnastogodzinny post)

Niektóre opracowania mówią, że dieta roślinna jest zdrowsza. Moje zrozumienie jest takie, że kiedy świadomie rezygnujesz z mięsa (mój przypadek) Twoja dieta robi się bardziej różnorodna i to właśnie różnorodność jest kluczowa dla zdrowia, a nie brak mięsa w diecie. Jeżeli spożywasz mięso zwykle Twoja dieta jest po prostu mało zróżnicowana.

Nasi przodkowie

A propos. Wysłuchałem też wielu wykładów o ewolucji i diecie naszych przodków. I choć nasze cechy anatomiczne (ruchoma żuchwa, uzębienie, przewód pokarmowy, brak pazurów) wskazują na roślinożercę, to nie ulega wątpliwości, że nasi przodkowie przez dziesiątki tysięcy lat polowali i odżywiali się mięsem. W różnym zakresie w zależności od warunków. Nie ulega też jednak wątpliwości, że w ich diecie znajdowała się niesamowita różnorodność roślin. No i oczywiście, tu chyba jest konsensus nie mieli oni dostępu do coca coli i batona mars 🙂

Filozofia wschodu

W buddyzmie zabijanie to zła karma (o karmie innym razem). Dotyczy to wszystkich istot, a w przypadku mnichów w niektórych tradycjach nawet roślin. Spożywają oni tylko produkty, które są im podarowane przez świeckich członków społeczności. Tak jest w przypadku leśnych mnichów w Tajlandii.

Budda jednak nie krytykował jednoznacznie osób, które zabijają dla pokarmu. W stosunku do niektórych społeczności byłoby to wręcz pozbawione sensu. Wyobraźmy sobie Eskimosa, który nie może zabić foki. W filozofii wschodu, i w moim głębokim odczuciu, nie chodzi o sam fakt zabijania. Chodzi o szacunek dla żywej istoty. Myślę, że jadłbym mięso gdybym wiedział, że zwierzęta są traktowane z szacunkiem, że ich życie jest … dobre, a zabijane są z głębokim zrozumieniem faktu, że są istotami, które cierpią podobnie jak my.

Z punktu widzenia praktyki rozwoju osobistego inspirowanej buddyzmem ważne jest (myślę, że kiedyś rozwinę temat w osobnym wpisie), żeby przy posiłku:

  • kontemplować współzależność zjawisk – ile ludzi musiało pracować, żebyś miał(a) przed sobą ten posiłek? ile różnorodnych czynników miało wpływ na to, że możesz go spożywać?
  • praktykować wdzięczność – za pracę ludzi, którzy przyczynili się do tego, że masz ten posiłek przed sobą; za życie zwierząt które zostały zabite, lub które dały mleko, jaja; za to, że możesz samodzielnie spożywać taki posiłek; jeżeli jesz w towarzystwie – za możliwość jedzenia w tym towarzystwie, etc.
  • spożywać powoli i uważnie, co przekłada się na to, że jesz po prostu mniej, nie przejadasz się

Nasza rzeczywistość, kilka refleksji

Istnieje szereg inicjatyw, organizacji, które promują dobrostan zwierząt hodowlanych. Niestety nasi politycy pod wpływem lobbystów, biznesu i interesów materialnych wąskiej grupy ludzi, skutecznie odsuwają stosowne zmiany prawne. Np. Unia Europejska lata temu obiecała wprowadzenie zakazu chowu klatkowego kurcząt. Za takim zakazem opowiada się większość ankietowanych mieszkańców Unii. Niestety co roku konsekwentnie te ważne zmiany są odkładane na później.

Większość ludzi, z którymi rozmawiam o Chińczykach, którzy jedzą psy powie barbarzyńcy. Gdybym potraktował psa tak jak traktowane są w hodowli kurczęta, krowy, świnie, spotkałbym się z podobną reakcją – okrucieństwo. Skąd zatem taka znieczulica dotycząca tego co dzieje się w przemysłowym chowie zwierząt? Przecież nie trzeba dużo zastanowienia, żeby zrozumieć, że różnica pomiędzy psem, a świnią jest czysto umowna, uwarunkowana.

W intymnych rozmowach z bliskimi często wychodzi, że ostatecznie im też nie odpowiada złe traktowanie zwierząt hodowlanych. To co decyduje ostatecznie o tym, że dalej spożywają mięso to zwykle przyjemność i nawyki. Pozostajemy niewolnikami swoich nawyków i przyjemności jedzenia mięsa. Rządzą nami nasze namiętności. Dlatego tak ważne są uważność i jej trening – to my mamy zawładnąć naszym umysłem, a nie on nami.

Od osób, których nie znam, od czasu do czasu, spotykam się też z agresją. To bardzo ciekawe zjawisko. Wegetarianin, czy weganin, mówiący o okrucieństwie w stosunku do zwierząt jest atakowany. Pada oskarżenie Nie jesz mięsa, mówisz, że to okrucieństwo, i co, czujesz się lepszy? Faktycznie, czuję się lepiej, niż lata temu, bardziej świadomy i współczujący. Ale też nie oceniam osób, które nie rezygnują z mięsa. Moi rodzice, dzieci, jedzą mięso. Jakim prawem miałbym oceniać kogokolwiek, sam kiedyś jadłem mięso. Myślę jednak, że w tym oskarżeniu, gdzieś głęboko skrywa się fakt, że to mięsożerca poczuł się właśnie gorszy, sam siebie ocenia i daje ujście swoim negatywnym odczuciom w stosunku do samego siebie…

Ludzie często nie mogą uwierzyć, że nie jem mięsa :). Pracuję fizycznie, jestem chudy, ale sprawny i silny (tak przynajmniej twierdzą osoby, które widzą mnie przy pracy).