Rozwój osobisty inspirowany filozofią wschodu
 

Na wybory!

Zbliża się termin wyborów prezydenckich. O wyborach więc dzisiaj. Małych i dużych.

„Duże” wybory

Roboczo nazwę wybory prezydenckie „duże”. Do tego samego worka wrzuciłbym też wybory do sejmu, senatu czy wybory samorządowe.

Osobiście zawsze miałem awersję do polityków i polityki, chyba zresztą tak jak spora grupa ludzi. Nie chcę jednak dyskutować nad obowiązkiem wyborczym obywatela. Chcę postawić tezę, być może na pierwszy rzut oka kontrowersyjną. Przeceniamy wpływ dużych wyborów na nasze życie, na jego jakość, na stosunki społeczne i szeroko pojęty nasz dobrostan i szczęście. Wydaje nam się, że te wybory w dużej mierze kształtują naszą rzeczywistość, jednak pod lupą okazuje się, że różnice zacierają się… zostańcie ze mną.

Wpływ „dużych” wyborów/zmian

Rozpatrzmy skrajny przypadek. Transformacja w Polsce. Upadek PRL i narodziny demokratycznego państwa. Dwa różne światy. Spójrzmy na te różnice z trochę innej perspektywy.

PRL…

Kto oglądał kultowy serial Alternatywy 4, czy polską komedię Wyjście awaryjne? Pamiętacie z jaką pompą, zaangażowaniem i ewidentną przesadą organizowano wizyty sekretarza, czy innych dygnitarzy rządowych? Beczka śmiechu, ale tak było. Takie wizyty były okazją do zaprezentowania się z najlepszej strony, były widziane jako możliwość zaistnienia w pamięci „szefa”. Porażka i błędy to nie była opcja. Wszystko wyszlifowane, przetrenowane, sprawdzone po 3 razy i dopięte na ostatni guzik.

…kontra wolna Polska

Takie rzeczy tylko w PRL. Nie do końca… Miałem ewidentne skojarzenie z tymi filmami, kiedy jeszcze za czasów mojej kariery w korporacji gościliśmy w Polsce radę nadzorczą firmy (na marginesie tylko – mowa o naprawdę potężnym wielomiliardowym biznesie międzynarodowym, w radzie nadzorczej zasiadali m.in. CEO linii lotniczych i CEO globalnego giganta w branży śmieciowego jedzenia, byłem częścią całego zamieszania i nawet jadłem z Panami kolację). Lokalni decydenci stawali na głowie. Przestrach, pomieszany z podekscytowaniem. Przysłowiowe malowanie trawy na zielono to nie przesada. Testy hoteli i restauracji. Specjalnie wynajęta firma eventowa pomagająca koordynować wszystkie działania. Wszystko dopieszczone – banery, plakaty i gadżety, trasy przejazdów i plany wizyt, teksty przemówień i wystrój wnętrz (od recepcji po kible), dress cody. Wszystko, żeby zabłysnąć, pokazać się od jak najlepszej strony. Jaja jak berety.

Równi i równiejsi

Wspominamy PRL jako czasy nierówności. Trzeba było być w Partii, żeby coś mieć, być kimś. Tymczasem dzisiaj, żeby coś mieć i być kimś, musisz mieć pozycję i pieniądze. Kiedyś czerwony dywan dla dygnitarza, dzisiaj dla prezesa. Podczas w/w wizyty za właścicielem większościowego pakietu tejże korporacji jeździła prywatna karetka, 24h/dobę! A tymczasem szary obywatel w wolnej Polsce czeka na wizytę u kardiologa 2 lata.

Na co się godzisz?

Ktoś powie, dzisiaj każdy może zostać prezesem, a za PRL, żeby zostać prominentem trzeba było się moralnie pogodzić z SB i tym jak Partia rozprawiała się z opozycją. Ale i taki sposób myślenia łatwo podważyć. Bo dzisiaj kiedy zostajesz tygrysem biznesu, czy też jego wiernym pachołkiem (jak ja kiedyś) godzisz się na wszystkie niegodziwości jakie niesie kapitalizm. Degradacja środowiska i klimatu. Brutalne rozprawianie się z opozycją, tak, tym razem w sądach w imieniu prawa (choć w wielu krajach aktywiści czy rdzenni mieszkańcy broniący swoich zasobów często padają ofiarą morderstw). Łupienie krajów rozwijających się z ich zasobów. Wzniecanie i podtrzymywanie wojen i konfliktów. Lobbying pogłębiający nierówności i legalizujący praktyki nie służące społeczności tylko partykularnym interesom firm i korporacji.

Mógłbym tak długo i z konkretnymi przykładami. Godzimy się na to, a często po prostu ignorujemy i nie chcemy o tym wiedzieć czy słyszeć. A jak już wiemy to racjonalizujemy, bo chcemy czuć się dobrze sami ze sobą. Zachęcam do lektury tego wpisu. Smutna prawda jest taka, że robiłem karierę w korporacji i ignorowałem niegodziwości tego świata, żyjąc w PRL prawdopodobnie robiłbym karierę w partii ignorując jej niegodziwości.

Ale mamy wolność słowa powiesz. Nie prawda, nie mamy. Wolność słowa kończy się tam gdzie powstaje zagrożenie dla status quo. Julian Assange to najlepszy przykład, ale mógłbym je mnożyć bez końca. Tuż za naszą granicą (nie, nie w Rosji, ale w Niemczech) wprowadzono prawo zrównujące pro-palestyńskie hasła z antysemickimi. Aktywistom potępiającym rzeź w Palestynie grozi areszt i więzienie.

Świat obarczamy winami

Tymczasem głęboka prawda jest taka, że świat jest jaki jest nie przez polityka takiego czy owego. On będzie taki sam niezależnie od tego czy będzie Tusk czy Kaczyński. Świat jest refleksją nas samych. Naszych codziennych drobnych wyborów! Po mistrzowsku ujął to Myśliwski w Ostatnim rozdaniu:

Świat obarczamy winami i nie przyjdzie nam do głowy, że to nasze winy

Jak to łatwo obarczyć Putina winą, a jak trudno wziąć odpowiedzialność za to, że ciągle kupujemy od niego gaz, i będzie kupował go Tusk i będzie Kaczyński, czy kogo tam wybierzemy. Jak to łatwo iść do urny raz na kilka lat i obarczyć odpowiedzialnością kogoś innego. Jak to trudno skonfrontować się z naszymi codziennymi wyborami.

Codzienne wybory, wielki wpływ

Świat kształtują nie politycy, ale nasze codzienne wybory, nawet te najdrobniejsze. Społeczność przesiąknięta bezinteresowną życzliwością, mądrością, szacunkiem i umiarem nie wyprodukowałaby ani Trumpa, ani Bidena, ani żadnego innego byłego prezydenta USA (dla osób znających angielski polecam wyszukanie krótkiego wideo na YT, w którym Noam Chomsky – wybitna postać – podsumowuje zbrodnie wszystkich ostatnich 11 prezydentów USA).

Poprzeglądasz instagram, czy pójdziesz na spacer? Kupisz w osiedlowym sklepiku, czy w Biedrze. Zjesz sałatkę, czy stek. Kupisz nowy smartfon, czy zostaniesz przy wysłużonym. Pojedziesz autem, czy rowerem lub autobusem? Na złość odpowiesz złością, czy życzliwością i zrozumieniem? Pomożesz, czy przejdziesz obojętnie? Wyśmiejesz, czy zrozumiesz? Obdarzysz uśmiechem, czy nie dostrzeżesz? Zakręcisz wodę, zgasisz światło, czy przecież Cię stać? Kolejna para butów, czy wystarczą te wysłużone? Torebka foliowa, czy wielorazowa? Rower, czy serial? Konkurencja, czy współpraca? Ja, czy społeczność? I tak dalej.

Najmniejszy wybór może mieć kolosalny wpływ. Wyobraź sobie, że jest osoba, którą spotkało wiele drobnych złośliwości, niegodziwości, ostatecznie taka osoba wychowa kogoś dajmy na to pokroju Trumpa. A teraz wyobraź sobie, że tą samą osobę spotykało by wiele drobnych życzliwych gestów. Może Trump byłby zupełnie innym człowiekiem.

Każdy człowiek jest sumą drobnych doświadczeń, które go spotkały. Jak wpływasz na innych Ty? Jak wpływasz na środowisko?

Co chwilę decyzja

De facto, przed takimi wyborami stajemy codziennie wielokrotnie. Niemal każda chwila, każda interakcja daje możliwość wyboru. Możesz odpowiedzieć ze spokojem, życzliwością (dotyczy siebie, ludzi, zwierząt, środowiska) lub zareagować gniewem, złośliwością, szyderstwem. Ty decydujesz. Uważność pomaga dostrzec i rozumieć nasze codzienne wybory.

Świata nie zmienisz

Kiedy mówię, że nie idę na wybory (te duże) ludzie mi mówią – każdy głos się liczy. Ci sami ludzie, kiedy im mówię o codziennych wyborach, podsumowują – świata nie zmienisz. Więc jak? Myślę, że mają rację w tym pierwszym zdaniu – każdy głos się liczy. Dotyczy to także codziennych wyborów. Po prostu bezinteresowna dobroć, życzliwość, uczciwość, umiar i społeczność przegrywają te wybory z kretesem. Codzienne wybory wygrywa chęć posiadania, zachłanność i wygoda, złudne poczucie bezpieczeństwa.

Powiesz, że kropla twojej życzliwości, ginie w oceanie świata takiego, a nie innego. Skąd czerpać motywację, żeby w codziennych wyborach stawać po stronie mądrości? Jest taka inspirująca bajka dla dzieci (a może dla dorosłych…), nie wiem niestety czyjego autorstwa.

Ojciec wybrał się z córeczką na spacer brzegiem morza. Wybrzeże usiane było po horyzont rozgwiazdami wyrzuconymi przez fale na piasek. Dla rozgwiazdy, na piasku, w słońcu to pewna śmierć. Dziewczynka wiedziała o tym dobrze i z zapałem zaczęła wrzucać rozgwiazdy do wody. Ojciec przez chwilę przyglądał się temu pobłażliwie. Chciał ostudzić zapał dziecka. Wszystkich i tak nie uratujesz, jest ich za dużo. Dziewczynka nie dała się zniechęcić. Powiedziała. Ale popatrz, pomogłam tej, i tej, i tej, …