Klasycy vs. filozofia wschodu
Wysłuchałem podcastu Huberman Lab pt. Zrozumieć emocje (dostępny na youtube po angielsku). Dr. Lisa Feldman Barrett bada emocje i doszła do wniosków, do których Budda doszedł już 2’500 lat temu. Nie umniejszam badań Dr. Lisa’y, współczesna nauka odkrywa na nowo wiele prawd głoszonych przez szeroko pojętą filozofię wschodu. Pisałem też już gdzieś, że postrzegam Buddę przede wszystkim jako wytrawnego psychologa.
Klasyczna psychologia nie ma problemu z klasyfikowaniem i nazywaniem emocji. Uczymy się je nazywać już od dziecka. Wmawia się nam, że nazwanie emocji pomaga bo nazwana emocja pozwala nam zrozumieć co się z nami dzieje.
Emocja, czyli co?
Tymczasem, z czego składa się emocja? Emocja składa się z fizycznego stanu naszego ciała/organizmu oraz narracji myślowej, która za tym stanem stoi. Fizyczny stan ciała może obejmować, przyspieszone tętno, odczuwanie gorąca, rumieńce, ścisk w żołądku, lub inne. Narracja myślowa natomiast obejmuje cały zakres myśli, które przyczyniły się wygenerowania stanu naszego ciała. Czasami bywa tak, że ta narracja umysłu jest nieuświadomiona i możemy odczuwać np. niepokój (ups nazwałem emocje niestety), tzn. czujemy ścisk w żołądku i czujemy jak wali nam serce, ale nie do końca jesteśmy w stanie powiedzieć dlaczego. W większości przypadków jednak stanowi naszego organizmu odpowiadają jakieś myśli, np. Jak ona mogła tak mnie oszukać, czy Jaka ona wspaniała, etc. Nazywanie emocji jest czysto umowne i czasami problematyczne.
Wachlarz emocji obejmuje wiele parametrów fizjologicznych naszego ciała i nieskończenie wiele różnych narracji myślowych. Musimy pamiętać, że nasze narracje myślowe, oraz reakcje fizjologiczne są w nas zaprogramowane, przez wszystkie nasze życiowe doświadczenia, są uwarunkowane tym co przeżyliśmy, widzieliśmy, słyszeliśmy i jaki efekt to na nas miało. Dopada nas stres przed egzaminem, mocniej bije serce, pocą nam się ręce, a w głowie – wprogramowana przez społeczeństwo narracja – To Twoja życiowa szansa, Jak nie zdasz to Cię wyrzucą z uczelni, albo starzy się wkurzą i zakręcą kasę, albo co tam jeszcze Ci się roi w głowie.
Ciekawe jest, że ten sam stan fizjologiczny naszego organizmu może być wynikiem dwóch skrajnie różnych emocji. Podłączając człowieka pod zestaw czujników sprawdzających tętno, temperaturę, etc. nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy delikwenta ogarnęła złość, czy może akurat przechodzi euforię związaną z zakochaniem. Różnica jest tylko w narracji myślowej.
Nazwanie emocji
Problemy z nazwaniem emocji są dwa powiązane. Po pierwsze biorąc pod uwagę cały wachlarz potencjalnych stanów fizycznych ciała i nieskończony zakres zaprogramowanych myśli nazwanie tego jak się czujemy zawsze obarczone jest błędem. Nie ma złości, jest milion różnych odcieni złości. W momencie nazwania emocji wtłaczamy się na zaprogramowane tory związane w naszym mózgu właśnie z tą nazwą i padamy ofiarą naszego uwarunkowania. Tracimy kontakt z tym co się naprawdę z nami dzieje.
Uważne podejście
A co się naprawdę z nami dzieje? Nic prostszego, nic nie nazywaj, po prostu zaobserwuj uważnie. Po pierwsze co się dzieje z Twoim ciałem. Poczuj ręce, nogi, głowę, żołądek, klatkę piersiową, etc. Nie oceniaj, nie analizuj, nie nazywaj! Poczuj. Potem możesz przenieść uwagę na swoje myśli, jaka narracja myślowa stoi za stanem mojego ciała? Jakie myśli, teorie wysnuwa mój mózg? Czy są one prawdziwe? Czy jestem pewien? To najlepsze postępowanie jeżeli chcemy zapanować nad trudną dla nas emocją. Naturalnie uważne spojrzenie na to co się z nami dzieje, może nie być łatwe. Nasz umysł naturalnie będzie uciekał w naszą narrację myślową, identyfikował się z nią, będziemy tę uważność tracić. Taka jest jego natura. Możemy jednak trenować naszą uważność. Wytrenowany umysł spojrzy na emocję chłodnym okiem i pomorze nad nią zapanować. Tego Wam życzę.

Pingback: Kiedy ktoś nazwie Cię psem, o złości - Siła Spokoju